Blogerem, pisarzem, prawnikiem, a może mechanikiem? Zresztą kimkolwiek tylko zechcesz. Przeczytaj, jeśli myślisz o tym, aby w oczach innych ludzi być kimś, czyli marką. Poniższy tekst jest wstępem do wstępów, jeśli chodzi o podstawy budowania marki osobistej oraz podejmowanie dobrych decyzji w odpowiedzi na pytanie: „Jak żyć? Panie premierze: Jak żyć?”

 

Buszujący w sieci

Skąd inspiracja do tego wpisu? Niedawno buszując w sieci natknąłem się na film z fragmentem twórczości Charlesa Bukowskiego pt. „Znaczy chcesz być pisarzem?” Poczułem, jakby Bukowski wypowiedział moje własne myśli. A nawet tak, jakby kilka moich myśli powtórzył (o czym za chwilę będzie mowa). Dlatego pozwalam sobie przytoczyć jego słowa jako motto mojego przesłania dla blogerów, ale nie tylko blogerów, bo jak zaznaczyłem już na samym wstępie, to jest uniwersalne i pod wszystkie słowa określające zajęcie (np. pisarz, bloger) możesz podstawić cokolwiek Ci się podoba – to kimkolwiek jesteś teraz lub kimkolwiek zamierzasz być w przyszłości.
 

  Zanim przeczytasz dalej kliknij w znajdujący się powyżej link wideo (obok startującej rakiety) i obejrzyj go do końca. To tylko niecałe 2 minuty.

 

Bukowski trafił w punkt

Jeszcze tylko kilka słów o samym Bukowskim, zanim przejdę do meritum, bo muszę to wyjaśnić.

Bardzo mi się podoba to, co pisarz ten napisał o byciu pisarzem, natomiast zapoznając się pobieżnie z jego biografią i twórczością nie mam za bardzo ochoty jej lepiej poznawać. Bukowski był skandalistą i ekscentrykiem. I choć sam nie boję się kontrowersji to wolę postawę o większej dozie przyzwoitości. Chociaż to, że przełożono go na 40 języków świata robi wrażenie i to znaczy, że coś wartościowego do powiedzenia prawdopodobnie jednak miał.

A jeśli chodzi o sam temat zabierania się za pisanie (i za cokolwiek innego również) to Bukowski trafił w punkt i za to należy mu się szacun na dzielni. I zasłużone propsy ode mnie dostaje.

 

Wyrwało się z duszy rakietą!

Dlaczego tekst „Znaczy chcesz być pisarzem?” tak do mnie trafił? I jak ma się on do blogerów i marki osobistej? Wyjaśnię to na swoim przykładzie, wszak jest to także blog osobisty i mogę tu mówić o sobie.

Ponad miesiąc temu pisałem na facebooku w cyklu kreatywnych tekstów pt. „Coming out, czyli dramat w 3 lub 4 aktach” o tym, że długo chodziłem z wizją na bloga, którego teraz czytasz i o okolicznościach w jakich to się odbywało. Miało to wiele wspólnego z tym, o czym mówi Bukowski. To ciągle wyłaniało się nieproszone z mojego serca, umysłu, ust i bebechów i paliło mnie przy tym od środka jak słońce.

Nie znając tekstu Bukowskiego swoje doświadczenie ująłem wtedy w porównanie do karbońskich pokładów węgla kamiennego palących się od ognia z wnętrza ziemi. Pisałem też o tym, że chodziłem wnerwiony i tak nabuzowany, jakbym miał rodzić i tylko czekałem, aż mi odejdą wody. Aż w końcu wyrwało się z mojej duszy rakietą! I tak powstał ten blog. Narodziło się coś długo oczekiwanego.

 

Narodziny żarliwej pasji

Wciąż zadziwia mnie ta zbieżność języka i analogii. I choć może to brzmieć jak mitologia, to jest w tym opisie jakaś przedziwna prawidłowość narodzin pierwiastka twórczego. Przypominam sobie jak oglądałem kiedyś wywiad z Markiem Koterskim i utkwił mi w pamięci właśnie bardzo podobny motyw: reżyser opowiadał o tym jak musiał napisać scenariusz do jednego ze swoich filmów. Musiał, bo to nie dawało mu spokoju, dopóki tego nie zrobił.

Rozumiem to, w pewnym sensie, jako powołanie. Niezaspokojone pragnienie, żeby coś zrobić. Coś, co woła ze środka ciebie i chce, żebyś to nakarmił, bo inaczej będzie krzyczeć. I to krzyczeć coraz głośniej. Jeśli masz coś takiego w sobie, taki głód, to wspaniale, jesteś szczęśliwcem i będziesz wiedział co robić.

To nazywam pasją! Bo Bukowski w istocie mówi o żarliwej pasji. Bez niej, moim zdaniem, nie można osiągnąć niczego znaczącego.

 

Na przekór wszystkiemu!

Ale większość ludzi nie ma czegoś takiego. Albo ma, ale nie mają do tego dostępu. Albo coś im ciągle przeszkadza to odkryć. U mnie to też nie odbyło się tak od razu. W „Coming out…” w II akcie opowiadam o tym, co mnie przez długi czas powstrzymywało. Warto tam zajrzeć, aby znaleźć być może w tym odbicie swoich własnych przeszkód w robieniu tego, co się kocha.

Traktuję słowa Bukowskiego z lekkim  przymrużeniem oka, jako literaturę, ale upewniły mnie one co do jednego, że chcę to robić. Na przekór wszystkiemu! Będę to robił nawet gdybym miał do tego dopłacać. Właściwie to i tak to robię! Dopłacam do tego interesu. Kupiłem domenę. Hosting. Szablon. Korzystam z dodatkowych płatnych narzędzi. Płacę swoim czasem i energią. A jednak będę to robił nadal. Nie mam nawet wyjścia, bo dalszy bezruch kazałby mi oszaleć.

 

Bez tego nie ma mowy

Jeśli Ty nie masz takiego szczęścia i nie wyłania się z Ciebie nieproszone skorzystaj z kilku poniższych wskazówek, które pomogą Ci uporządkować myśli o tym, co możesz w życiu robić. Jeśli wyłania się, to tym bardziej z tego skorzystaj! Jest to absolutna podstawa, która przyda się każdemu blogerowi, ale nie tylko blogerowi. Każdemu, kto myśli o wzroście na swojej wartości osobistej. Bo bez tego nie ma mowy o budowaniu marki.

Upewnij się co jest Twoją pasją. Jeśli wiesz co to jest  – wykonaj test „50”. Jeśli nie:

Spróbuj naśladować Małpę: odpowiedz sobie na pytanie czy jest coś, co mogę robić lepiej niż inni? Jeśli nadal nie wiesz:

Zadaj sobie pytanie Laski. Jeśli znasz odpowiedź na to pytanie:

Wykonaj test „50”. Jeśli go przejdziesz, możesz rozpędzić się do „140”, ale:

Nie jedź szybciej, niż „140”! Dopiero, gdy się tego nauczysz:

Przyspiesz „w windzie”. A po wyjściu . . .

Zbieraj kiss’y.

 

Wykonaj test „50”

Gary Vaynerchuk radzi, aby nie zaczynać robienia bloga czy vloga, jeśli nie wypiszesz sobie co najmniej 50 pomysłów na wpisy/odcinki z interesującej cię tematyki. Czy chodzi o liczbę? Nie! Chodzi o to, że jeśli się czymś zajmujesz i jest to twoja pasja i twoje życie, to znasz się na tym na tyle, że potrafisz o tym powiedzieć dużo.

Oczywiście nie muszą to być pomysły na wpisy. To może być coś innego, np. pomysły na rozwój biznesu, albo czegoś innego. Jeśli na myśl o blogu (książce, czy czymkolwiek innym co chciałbyś w życiu robić) wrze w Tobie i wyrywa się z Twojej duszy rakietą, to bez kłopotów przejdziesz przez taką weryfikację! Jeśli natomiast idzie Ci jak przysłowiowa krew z nosa, to idąc za ciętym słowem Bukowskiego, odpuść sobie, nie rób tego! Szkoda Twojego czasu i energii, którą mógłbyś zainwestować w coś, co naprawdę kochasz.

 

Bądź jak Małpa

Gary zachęca także do zadania sobie pytania: Czy umiem opowiadać o tym, o czym chcę pisać lepiej niż ktokolwiek inny? Jeśli odpowiedź jest twierdząca jesteś już bliżej sukcesu niż myślisz. Pewność, że nikt nie zrobiłby tego lepiej, niż Ty, daje cenne światło na to, czym chcesz się zajmować. Będzie dla Ciebie źródłem wiary w siebie i pewności, że naprawdę to zrobisz najlepiej. A to przyciągnie do Ciebie uwagę odbiorców, bo przecież chcemy śledzić, słuchać i korzystać z usług najlepszych w swoich dziedzinach. A jeśli właśnie Ty nim jesteś… Bingo!

Małpa, młody raper z Torunia, w swoim debiutanckim albumie „Kilka numerów o czymś” już na pierwszym tracku bezpośrednio nawija na bicie, że „nikt nie zrobiłby tego lepiej”. Dokładnie tak mówi, kropka w kropkę. I ma rację. Dobrze zrobił, że wziął się akurat za to, a nie za coś innego. Płyta z 2009 r. to najlepszy materiał truskulowy, jaki kiedykolwiek słyszałem. Małpa w 2016 r. (już za kilka dni) wydaje swój drugi album, na który kazał swoim wielbicielom czekać aż 7 lat i jego fani już teraz nazywają ją Płytą Dekady. Nie byłoby tak, gdyby Łukasz Małkiewicz, bo o nim tu mowa, był jakimś siusiumajtkiem, który nie zna się na tym co robi.

Bądź jak Małpa, rób to, czego nikt nie zrobiłby od Ciebie lepiej.

 

Zadaj sobie pytanie Laski

Jeśli wciąż nie wiesz czym jest Twoja pasja i co mógłbyś w życiu robić, a tym bardziej jeśli chciałbyś zostać blogerem, ale za bardzo nie wiesz jak i o czym mógłbyś pisać, zadaj sobie „pytanie Laski” z filmu Chłopaki nie płaczą, czyli jedno zajebi…e, ale to zajebi…e ważne pytanie.

Gdy odpowiesz sobie na pytanie, które zadał Laska i zaczniesz robić to, co wyjdzie Ci w odpowiedzi przekonasz się po jakimś czasie, czy jest to coś, czego nikt nie zrobiłby za Ciebie lepiej. Wtedy możesz wrócić do testu „50” i przemyśleć na nowo swoją twórczość, albo jakąkolwiek inną działalność, o której skrycie marzysz. A zwłaszcza jeśli marzy Ci się, aby na niej jeszcze dodatkowo zarabiać.

 

Keep it simple, stupid!

Potem idź dalej. Pracuj świadomie nad swoją marką. Paweł Tkaczyk mówi o 3 podstawowych pytaniach w budowaniu marki osobistej. Dziś zatrzymam się przy jednym z tych 3 pytań. Pierwszym z nich jest pytanie, które wynika z tego, o czym już pisałem wcześniej, a mianowicie: W czym jestem dobry? To jest to, co robisz lepiej, niż inni. Nie tylko coś, co lubisz robić, bo to nie oznacza jeszcze, że jesteś w tym dobry. To jest pytanie o tę prawdziwą wartość, którą wnosisz do życia innych ludzi.

Z tym, że odpowiedź na to pytanie znasz Ty (a raczej powinieneś ją znać), ale niekoniecznie wiedzą to inni. Oni muszą znać odpowiedź na pytanie: W czym im możesz pomóc? Dlatego potrzebujesz maksymalnie skróconej deklaracji swojej wartości w postaci jednego prostego zdania określającego Twoją markę. To Ci się bardzo przyda w komunikowaniu jej w sposób klarowny innym ludziom. Nawet jeśli nie tworzysz i nie zamierzasz tworzyć bloga. To się sprawdza w każdej dziedzinie.

Ja ciągle pracuję nad swoją marką, ale już mogę powiedzieć przynajmniej jednym zdaniem co mnie najbardziej kręci zawodowo i czym się z pasją zajmuję: Storytellingiem i zarządzaniem marką osobistą i biznesową. 5 słów. Kiss. Keep it simple, stupid!

 

Kiss it or piss it!

Moje 5 słów chętnie rozwinę w 30 sekund, do 1,5 minuty, w trakcie tzw. elevator pitch, czyli opowieści podczas jazdy windą, która może często decydować o szczęściu lub nieszczęściu podczas poznawania nowych ważnych w życiu kontaktów. I nie chodzi wcale o to, żeby od teraz zacząć częściej jeździć windą, żeby te kontakty zdobyć. To tylko przenośnia. Elevator pitch można odbywać wszędzie.

Twoja marka i opowieść o niej muszą się streścić w kilku słowach, lub zdaniach, tak aby móc przedstawić się innym w skondensowanej formie. Ale tak, by ktoś chciał poznać szczegóły i na przykład umówić się z Tobą na kawę, żeby posłuchać co masz jeszcze do powiedzenia. Wykorzystaj jak najlepiej swoje cenne sekundy i minuty. Od tego co powiesz i  w jaki sposób to zrobisz (pamiętaj o zasadzie 3W i języku pozawerbalnym) będzie zależeć decyzja kiss it or piss it w czyjejś głowie. Zbieraj kiss’y jak Borys Szyc spojrzenia kobiet w reklamie Axe.

 

Jedź „140”

Przykład z podwórka kulturowego: Marek Koterski określił film Dzień Świra jako „film o bólu istnienia najbliższych pięciu minut”. Kropka. Tylko tyle. I aż tyle. Tak mało, a takie bogactwo treści. Jakbym miał użyć ciekawego zapadającego w pamięć porównania, określiłbym to jako twitteryzację przekazu wartości. Czyli jak w maksymalnie 140 znakach opowiedzieć historię o sobie i o tym co robisz. Kiss. Keep it simple, stupid! Rozpędź się do „140” i tak trzymaj. Czasem mniej znaczy więcej.

Spróbuj określić tak swoją wartość. A potem podziel się ze mną propozycją przedstawienia swojej marki w komentarzu pod wpisem, lub na maila. Najciekawsze być może opublikuję tutaj na blogu i/lub na fanpage’u na facebooku. Czekam z niecierpliwością na Twoje keep it simple 100RY.

 

Chrzań to!

Na koniec zachęcam, aby mieć gdzieś rady innych i iść swoją własną drogą wytyczoną przez to, co podpowiada serce. Nie lekceważ swojego wewnętrznego głosu. Jeśli coś w środku mówi Ci, żeby coś zrobić, zrób to. Screw it, let’s do it! Taką dewizą kieruje się w swoim życiu sir Richard Branson i zobacz gdzie go to zaprowadziło. W kosmos! To jest dopiero rakieta! Chrzań to! Zrób to!

O Autorze

CEO (Chief Enthusiasm Officer) 100RY. Strateg marketingowy, ekspert storytellingu biznesowego, podcaster, bloger. Pomagam budować marki. Storytelling to moja bajka. Zajmuję się doradztwem marketingowym i projektowaniem strategii komunikacji dla marek osobistych i biznesowych.

Podobne Posty

  • Niby wszystko takie proste i oczywiste, a i tak ciężkie do realizacji. Mnie osobiście też najbardziej porywa storytelling i właśnie tego chcę się uczyć… A blogosfera jest na tyle elastyczna, że każdy może spróbować. Moim zdaniem jeśli nie jesteś pewien czy powinieneś, to znak, że trzeba próbować. Wszystko wyjdzie w praniu, jak się uda, to fajnie, jak nie, to też nie ma czego żałować. Zawsze to jakieś doświadczenie 😉

    • Patrycja, podpisuję się pod tym, co napisałaś! Jeśli nie jest się czegoś pewnym, warto spróbować i się najzwyczajniej w świecie o tym przekonać! Dokładnie tak! Blogosfera jest otwarta dla każdego twórcy – z dobrymi i kiepskimi konsekwencjami. Dobre są choćby takie, że łatwo to robić, bo jest praktycznie zerowa bariera wejścia. Kiepskie są takie, że wśród zalewu twórców internetowych z każdej strony, żeby coś znaczyć, trzeba być nie tylko dobrym, ale wręcz wybitnym w tym, co się robi! Duża konkurencja wymusza doskonałość! 😉

      • A jeszcze dodam, że wszystko staje się łatwiejsze, gdy jesteśmy świadomi tego kim jesteśmy. Naszych silnych i słabych stron, talentów, predyspozycji, umiejętności, ale również tego czego chcemy. Wtedy zdecydowanie łatwiej jest tworzyć to, co się nazywa marką osobistą! 🙂 I… co najlepsze – opowiadać o niej i korzystać w praktyce z dobrodziejstw porywającego storytellingu! 😉 Będę o tym jeszcze pisał na blogu! 🙂

    • A jeszcze dodam, że wszystko staje się łatwiejsze, gdy jesteśmy świadomi
      tego kim jesteśmy. Naszych silnych i słabych stron, talentów,
      predyspozycji, umiejętności, ale również tego czego chcemy. Wtedy
      zdecydowanie łatwiej jest tworzyć to, co się nazywa marką osobistą! 🙂
      I… co najlepsze – opowiadać o niej i korzystać w praktyce z
      dobrodziejstw porywającego storytellingu! 😉 Będę o tym jeszcze pisał na
      blogu! 🙂

  • A ja mam wrażenie, że mamy modę na blągowanie. Była na taniec, na gotowanie czy skakanie do basenu. Pewnie niedługo przejdzie i wtedy się okaże, czy można z tego żyć, czy raczej trzeba się wziąć do uczciwej roboty 😉

    • Jacek, dlaczego stawiasz blogowanie w opozycji do „uczciwej roboty”? Uważasz, że prowadzenie bloga nie jest uczciwym sposobem na zarabianie?

      • Ajajaj, tak to jest, jak się kogoś skomętkuje pierwszy raz i jeszcze nie wiadomo, kto zacz i co mu po głowie hula 🙂
        Uważam, że blogowanie jest jak najbardziej uczciwym zajęciem i sam pomysł, że miałoby nie być jest głupi. Stąd ten emotek na końcu, żeby nieporozumień nie było. Ale w dalszym ciągu nie zmieniam zdania, że to na chwilę obecną trochę moda, która przeminie i zmieni się w coś innego.

        • Ja obserwuję blogosferę od dłuższego czasu i nie wydaje mi się, żeby to była przemijająca moda. Odkąd istnieje Internet, istnieją jakieś formy blogowania. I myślę, że blogowanie nie zniknie. Tak jak było, tak będzie. To, co się zmienia to trendy z nim związane. I tutaj może się dużo jeszcze zmienić. Już widać, że się zmienia. Choćby w kierunku większej profesjonalizacji. Dziś porządny bloger staje się powoli jednoosobową (a z czasem nawet i „więcej osobową”;)) firmą. Charakter czytelników się zmienia, ich zachowanie i wymagania. Blogowanie przenosi się na wiele kanałów poza samą stroną www. Rośnie na znaczeniu format wideo. Ludzie mniej czytają w ogóle, nie tylko blogów, ale i książek. Przed nami era powszechnej wirtualnej rzeczywistości. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach! 😀

          • Nie jestem tak do końca przekonany, czy tak łatwo zechcemy jako ludzie zagłębić się w VR na dłużej, niż to będzie konieczne. Ale mogę się mylić 🙂

          • Trochę to potrwa zanim większość ludzi się do tego przekona, ale wraz z rozwojem technologii VR pokusa będzie coraz większa 😉 Dziś trudno wyobrazić sobie życie bez Internetu, a VR idzie daleko dalej i być może za jakiś czas będzie nam trudno wyobrazić sobie życie bez istnienia wirtualnych światów. Obyśmy tylko mądrze zaczęli z nich korzystać! 🙂

  • Chciałem Ci właśnie zwrócić uwagę,że rady, radami, ale podejście do blogowania, pisania – każdy ma inne. Na szczęście doczekałem się końcówki tekstu. Dobrze powiedziane. Po ponad roku blogowanie stwierdzam, że do tego trzeba mieć silną psychikę. Na przykład; nie napisałem tekstu przez ponad tydzień, bo sesja, bo obrona. I pół roku temu jeszcze bym się przejmował, że przecież teks miał wejśc dwa dni temu. Dzisiaj wiem, że to maja strona i część mojego życia. A to wydaje mi się być najważniejsze w blogosferze.

    • Dzięki za komentarz 🙂 To prawda, każdy ma inne podejście. 😉 Do tego, co zauważyłeś mógłbym dodać, że blogowanie, zgodnie również z moim półrocznym doświadczeniem, wiąże się z odwagą! Trzeba mieć przede wszystkim odwagę do tego, żeby publikować swoje historie, swoje myśli, swoje zdanie, swoją wizję, itd i zderzyć ją z opinią innych ludzi. A jest takie powiedzenie, które ładnie mi się w powyższe wpisuje: „w życiu masz to, na co się odważysz”. Czego sobie, Tobie, i wszystkim czytelnikom bloga życzę 😉

      • Dzięki, dzięki. W końcu jestem Narwany, więc musze być odważny! 😀

  • Myślę, że o ile rady jak zostać pisarzem można w pewnej mierze, ale tylko w pewnej, odnieść do blogowania, tak np. do stolarki już nie. Dlatego jestem speptyczna, co do stosowania „rad” Bukowskiego do budowania marki. Nie każdy musi „słyszeć głos duszy”. Nie każdy kto go słyszy, będzie dobry w tym, do tego ten go namówi. Można być grafomanem z powołania, tylko lepiej wtedy pisać do szuflady. Można też mieć talent, który nie domaga się ekspresji. Można żadnych talentów nie mieć.

    • Dzięki za komentarz 🙂 Oczywiście racja. Odniosę się do Twojego ostatniego zdania. Uważam, że każdy człowiek ma talent do czegoś 😉 Nie ma na świecie beztalenci.

    • Ja się zgadzam z Bukowskim i dzięki za ten tekst. Pracuję z markami firmowymi i każdemu liderowi mogłabym odtworzyć wypowiedź Bukowskiego. Jest tak trafna! Myślę, że trochę zalała nasz rynek fala pt. „każdy ma markę, Ty też masz”. Nie każdy ma markę. Markę się aktywuje i to jest mega ciężka praca. Ale jak ktoś chce to zrobić, to musi „słyszeć głos duszy”. Ci, którzy tego głosu nie słyszą, zwykle są pracownikami tych, którzy słyszą.

      • Są różne podejścia. Z jednej strony do marki, jak do pogody, że zawsze jakaś jest. Różnica tylko w „sile”, czy charakterze. A z drugiej strony, jeśli upatrujemy markę jako renomę, to rzeczywiście nie każda ją ma. Dziękuję za podzielenie się komentarzem. Chętnie dowiem się czegoś więcej o Twojej pracy. Podeślesz jakieś namiary?

        • Pewnie! na dziś można mnie znaleźć na planbie.pl Tylko, że plan bie jest świeżą marką (od września 2016), więc jeszcze niewiele tam jest. Zostaje u Ciebie na blogu i będę czytać chętnie 🙂

          • To podobnie jak u mnie. Tu też niewiele jeszcze jest. 🙂 Ale sukcesywnie materiału będzie przybywać. Na razie skupiłem się na podcaście, bo to nowy zupełnie pomysł na dzielenie się treścią. Zapraszam, jesteś tu zawsze mile widziana 🙂 A tymczasem podglądnę co tam ciekawego robisz. Na pierwszy rzut oka wygląda interesująco. 😉

  • D.

    Chyba jedyny blog w Internecie, który jest tak dobrze pisany. Czekam na więcej :).

    • Wow! 🙂 Dziekuję za taki komentarz. Oczywiście zapraszam cześciej po wiecej! 😉

  • Agnieszka Papaj-Żołyńska

    Problem pojawia się wtedy, kiedy znasz swoje mocne strony, wiesz, co chcesz robić, palisz się do działania, ale brakuje Ci konsekwencji. Często czuję, jak potrzeba pisania zżera mnie od środka. Chcę, chcę, chcę. Ale najpierw mijają lata świetlne, zanim stworzę coś, z czego będę zadowolona. A jak już mi się uda, to osiadam na laurach i następuje długa – czesto zbyt długa – przerwa w działaniu. A po takiej przerwie bardzo trudno jest ruszyć dalej.

    • Właśnie. Problemem jest brak działania, który wynika z błędnych przekonań (np. na temat własnej wartości) lub perfekcjonizmu. Przyczyn może być oczywiście wiele. Ważne by dotrzeć do własnych przeszkód. W wielu przypadkach, jeśli zaczynasz coś robić, nagle się okazuje, że nie jest tak źle, jak się wcześniej wydawało. Czyli warto zacząć coś robić, po pierwsze, a po drugie zadbać o systematyczność. Jest wiele narzędzi do tego, np. aplikacje do budowania nawyków. Jest też dostępna wiedza w sieci i w książkach jak radzić sobie z tzw. prokrastynacją, czyli odkładniem działania, perfekcjonizmem, itd. Jeśli się chce, to dużo można! 😉 Ps. Dzięki za komentarz 🙂

  • Natalia Jaranowska

    Wiele cennych rad, a ostatnia najlepsza 🙂

    • Moja ulubiona 😉 Zawsze warto szukać swojej unikalnej wartości i unikalnej ścieżki. Co nie znaczy, żeby sprawdzone sposoby odrzucać. Krytyczne myślenie i podejście z dystansem przydaje się też w tym przypadku. 😉

  • Bardzo dobry materiał 🙂 Gratuluję!

    • Dziękuję serdecznie i cieszę się, że zajrzałaś tutaj. Pozdrowienia 😉